Fragment autobiografii Stephane King

Rozdział 7: Skok na głęboką wodę

Gdy nadszedł czas na największe wyzwanie w mojej karierze, stanąłem przed decyzją, która mogła odmienić moje życie. Po latach doświadczenia w świecie biznesu, po sukcesach i porażkach, przyszedł czas na skok na głęboką wodę. Byłem gotowy na ten moment. Biznes plan przedsięwzięcia opracowałem w najdrobniejszych szczegółach, starając się przewidzieć każdy scenariusz. Nadszedł więc czas, by wyjść poza granice mojej dotychczasowej działalności. Musiałem uwierzyć w siebie i w swoje zdolności bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wiedziałem, że sukces nie przyjdzie łatwo, że będzie wymagał nie tylko moich umiejętności, ale też odwagi, determinacji a przede wszystkim sprytu i pewnej dozy bezwzględności.

To był moment, który miał potencjał zmienić moje życie i otworzyć nowe możliwości. Stałem więc przed wyborem: kontynuować to, co już osiągnąłem, zadowolić się stabilnym dyrektorskim stanowiskiem w średniej wielkości firmie, czy też sięgnąć po więcej i podjąć ryzyko. Wybrałem to drugie. Postawiłem wszystko na jedną kartę by zrealizować swoje największe marzenie. I tak rozpocząłem najbardziej ekscytującą i jednocześnie najtrudniejszą podróż mojego życia – podróż ku nieznanemu, ku nowym wyzwaniom i możliwościom. Ryzyko było ogromne, ale wiedziałem, że muszę je podjąć, aby osiągnąć sukces. Nie obawiałem się niepowodzeń ani trudności, ponieważ byłem przygotowany na walkę. Moja determinacja była silniejsza niż kiedykolwiek, a moja wizja jasna i wyraźna. Wiedziałem, że tylko poprzez działanie, podejmowanie ryzyka i konsekwentną pracę będę mógł osiągnąć swoje cele. Rozpocząłem więc budowę swojego nowego przedsięwzięcia krok po kroku, nie oglądając się na boki, nie zważając na głosy wątpliwości czy niepewności. Byłem pewny swojej drogi i szedłem nią z determinacją godną najlepszych przedsiębiorców.

W trakcie tej podróży poznałem wiele ludzi, których inspiracje i doświadczenie stały się dla mnie nieocenionym wsparciem. Niektórych po drodze musiałem zniszczyć, a kilka małych firm doprowadziłem na skraj bankructwa. Cóż, na tym właśnie polega konkurencja.

Ale najważniejsze było to, że nigdy nie straciłem wiary w siebie ani w swoje marzenia. Nie pozwalałem sobie też na zbędne wyrzuty sumienia i wątpliwości. To był czas, który zmienił mnie jako człowieka i jako przedsiębiorcę i pozwolił mi zająć należne miejsce na szczycie. Nauczyłem się, że sukces wymaga nie tylko poświęcenia, cierpliwości i determinacji, ale również intuicji i twardego charakteru.

Tak więc, choć droga była trudna i pełna wyzwań., ostatecznie znalezienie się na szczycie kosztowało moje małżeństwo, relacje z niektórymi przyjaciółmi i zdrowie (2 ataki serca w wieku 45 lat). Z drugiej strony pozostałe lata życia mogę przeżyć w luksusie, sycić się władzą a nawet wpływać pozytywnie na społeczeństwo angażując fundację mojego imienia.

Leave a comment